Żyjemy w czasach tak zwanej "digitalizacji", czyli zastępowania rzeczy analogowych - cyfrowymi. Nie słuchamy już taśm magnetofonowych, ale - odtwarzaczy cyfrowych, nie robimy zdjęć na kliszy, ale - na kartach pamięci, nie patrzymy już na "słupek", mierząc gorączkę lub ciśnienie, ale - wpatrujemy się w ciekłokrystaliczne cyferki...
Dokąd więc zmierzamy? Co nami kieruje?
A może są to emocje, CYBERNETYCZNE EMOCJE?
Okazuje się bowiem, że analogowy dźwięk z płyt winylowych nie ma sobie równych - jak twierdzą Audiofile, że prawdziwe zdjęcia wychodzą z klasycznych aparatów - jak twierdzą Fotograficy, że największą dokładność pomiaru wykazują rtęciowe termometry i ciśnieniomierze - jak twierdzą Lekarze...
O co więc chodzi? Może o wygodę, ekonomię, ekologię?
Pewnie TAK, ale czy to wszystko nie sprawia, że oddalamy się od określonych wartości, ulegając nieokreślonym wpływom, które sterują nami i wyznaczają jak powinniśmy egzystować?
A może są to emocje, CYBERNETYCZNE EMOCJE? A może NIE?
Co w takim razie powiedzieć na ten przykład o hipermarketach, które "wołają" w TV, że "codziennie niskie ceny", potem idziemy tam po chleb, który oczywiście ma swoje miejsce na końcu sklepu i po drodze, żeby się nie nudzić, dorzucamy co nieco do koszyka... Dookoła wspaniałe "niskie ceny" z końcówkami -,99 i hipnotyzujące napisy "promocja", a w górze piękna nastrojowa muzyka. To wszystko sprawia, że czujemy się świetnie - jak w transie. Nawet przy kasie bajka ta jeszcze się nie kończy, bo właśnie pomyśleliśmy, że przecież byśmy zapomnieli o batonikach i "fajkach", a one tu są pod ręką - jakie szczęście...
Takie jest moje postrzeganie oddziaływania na nas współczesnej epoki.
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Cybernetyczne emocje
Piotr Kuliński
22:36
Subskrybuj:
Posty (Atom)






